O powrotach słów kilka…

            Porozmawiajmy o powrotach. Chociaż czasu nie można cofnąć, to ludzie potrafią zawrócić…

Kiedy byłam mała i wierzyłam w księcia na białym rumaku, który w bohaterski sposób zdobywa rękę damy, do głowy by mi nie przyszło, że taki happy end może nie być na zawsze. Tym bardziej nie mieściło mi się to w głowie wtedy, kiedy miałam naście lat i zakochałam się w czyimś uśmiechu. Wtedy to spojrzenie wydawało mi się najpiękniejszym na całym świecie, a nasza miłość miała nigdy nie mieć końca. I na dodatek ten głos, za pomocą którego byłam w stanie uwierzyć dosłownie we wszystko. Ostatecznie napisał mi kiedyś, że miłość jest wieczna, a zmieniają się tylko partnerzy, ale ma nadzieję, że to nieprawda. I pewnie dlatego, że serce często przeczy rozumowi, parę lat później rozstaliśmy się, niszcząc wszystko, co nas łączyło na milion sposobów.

A dlaczego na milion sposobów? Ano dlatego, że zamiast trzymać się konsekwentnie raz podjętej decyzji, musieliśmy mieszać sobie nawzajem w życiorysach bez końca. Bardzo długo było tak, że potrafiłabym zniszczyć każdego, kto próbowałby stanąć mi na drodze w momencie, w którym upierałam się, że to MUSI być on. No i co z tego, że to właśnie dzięki niemu miałam w sobie coraz mniej energii i radości, skoro tak bardzo go kochałam. Bardziej niż samą siebie. Dzisiaj wiem, że to był błąd i w takich chwilach nie warto zawracać. Ba, nie warto odwrócić się choćby na moment. Teraz jestem pewna, że w 99% przypadków nie powinno być mowy o żadnych powrotach…
Jeśli coś raz nam nie wyszło, to samym postanowieniem nie sprawimy, że powód rozstania zniknie niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tylko dlatego, że zdecydowaliśmy, że MIŁOŚĆ JEST WAŻNIEJSZA. Smutna prawda jest taka, że w obliczu wzajemnego niezrozumienia i niedopasowania uczucie nie wystarcza. Z czasem dociera do nas, że to, co nazywamy miłością dobija nas, zamiast ciągnąć w górę. A kiedy zdecydujemy się odejść i zaraz później wrócić – z powodu prozaicznej tęsknoty i bez przerobionego tematu i wyciągnięcia odpowiednich wniosków, możemy doprowadzić jedynie do sytuacji, w której okazuje się, że kolejną próbą zapodaliśmy sobie jeszcze głębsze rany. I tak zabijać się będziemy deskami ratunkowymi i zarzucać gorzkimi żalami, aż będziemy mieli siebie nawzajem po prostu dosyć.
No i pół biedy, jeśli skończy się tylko na tym. W końcu ludzie zranieni niejednokrotnie potrafią w takim momencie wciągnąć do trójkąta miłosnego niewinne, niczego nieświadome osoby trzecie. A nie ma nic gorszego, niż dowiedzieć się po jakimś czasie, że osoba, której dało się nie drugą, nawet nie trzecią, szansę i którą się kocha, nagle okazuje się być najgorszym Judaszem we wszechświecie. W takich chwilach wiara w ludzi potrafi polec ostatecznie.
Skoro miało być jednak o powrotach słów kilka, to warto przyjrzeć się temu wszystkiemu z nieco innej strony. W końcu zdarza się, że zaraz po rozstaniu ludzie na wiele lat definitywnie zrywają ze sobą kontakt. Zajmują się swoim życiem, co jakiś czas słysząc tylko strzępki informacji na temat życia swojej byłej drugiej połowy od wspólnych znajomych. I w końcu dochodzi do ponownego spotkania i nagle okazuje się, że którejś stronie zachce się zawalczyć. Ale nie słowami, nie błaganiami, tak naprawdę. Wtedy pierwszym pytaniem jakie powinno się sobie zadać powinno być, czy powód rozstania nie był na tyle silny, że aż nieodwołalny. Owszem, nawet w przypadku miłości są rzeczy, których nigdy nie można wybaczać i w takim przypadku taka osoba powinna dostać drugą szansę, ale… od kogoś innego.
Ponadto w obliczu takiej sytuacji warto zastanowić się czy przypadkiem po tylu latach nie stało się ofiarą zaniku pamięci na temat wszelkich negatywnych spraw, które targały oboje w przeszłości. No i ostatecznie w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Najważniejsze pytanie jednak brzmi, czy jeśli zawiedliśmy się na jakiejś osobie już tysiące razy, to będziemy potrafili jeszcze kiedykolwiek jej zaufać. Emocje, przy takiej konfiguracji wydarzeń, dawno już opadły, ale po jakimś czasie może się okazać, że przypominamy sobie powoli powody rozstania.
A o jaki rodzaj miłości należy walczyć? Warto walczyć tylko o taką osobę, przy której stajemy się lepsi i która sprawia, że niemożliwe wydaje się osiągalne. Lecz na ten temat następnym razem.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s