Kim jestem i w co wierzę

Kim właściwie jestem i w co wierzę?
Istnieje na świecie kilka pytań, które z pozoru całkiem niewinne, potrafią w mig nieźle zdezorientować człowieka. I nagle okazuje się, że najtrudniej odpowiedzieć na z pozoru najbardziej banalne pytania. No bo kim ja właściwie jestem i w co wierzę? Przecież, to takie proste. Jestem Kasia i pięć lat temu postanowiłam zawsze być sobą i nie pytać się innych o zdanie. W zeszłym miesiącu uznałam, że właściwie dawno już nie wierzę w świętego Mikołaja, a w zeszłym tygodniu postanowiłam więcej nie bawić się w niedopowiedzenia. Od zawsze mam uczulenie na hipokrytów, więc dlaczego ostatnio mam wrażenie, że imię Hipokryzja staje mi się coraz bliższe?

Prawda jest taka, że czegokolwiek bym nie powiedziała, to cztery lata temu zaczęły dziać się rzeczy, które bardzo mnie zmieniły. Jeszcze do niedawna nie miałam z nimi przerobionego tematu i nie ze wszystkim, na co sobie pozwoliłam byłam w stanie się pogodzić. Dokładnie dwa lata temu z kolei świat, który sobie ułożyłam runął niczym domek z kart. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że to wszystko dzieje się dla mojego własnego dobra, rozpaczliwie pragnęłam kijem Wisłę zawrócić. I pewnie właśnie dlatego, że to wszystko się posypało, a ja przecież tyle czasu dawałam z siebie wszystko, ba, ja nawet podkładałam samą siebie, ostatecznie zamknęłam się na emocje. Postanowiłam, że od tej pory nie będę się starać, nie będę walczyć, niech inni robią to wszystko dla mnie.
Między Bogiem, a prawdą dopiero niedawno zaczęłam dochodzić do siebie i dotarło do mnie, co wyprawiałam przez ostatnie półtora roku. Co prawda dzięki pożegnaniu się z osobą, która tyle czasu ciągnęła mnie w dół, otworzyłam się na ludzi i wreszcie porzuciłam maskę, którą ktoś mi narzucił, ale jednak zamknęłam swoje serce na klucz, ponieważ uznałam, że i tak nikomu się nie przyda. Nawet nie zauważyłam, kiedy po jakimś czasie kłódka się wyłamała. Jednak miłość kojarzyła mi się już tylko ze słabością, a okazywanie uczuć z wielką przegraną. No i tutaj wychodzi na jaw moje popadanie z jednej skrajności w drugą skrajność.
Zawsze doceniam to, co miałam dopiero, jak to ostatecznie stracę. Chociaż z drugiej strony może po prostu lubię gloryfikować jakieś chwile i nadawać im na siłę zbyt wielkiego znaczenia. Jestem uparta, ale kiedy przychodzi mi zdecydować, co zjeść na obiad, to nigdy nie wiem na co mam ochotę. Mam świetną pamięć, co bywa prawdziwym przekleństwem zwłaszcza wtedy, kiedy o czymś powinno się jak najszybciej zapomnieć. Lubię jak coś się dzieje i pewnie dlatego tak ciężko usiedzieć mi w jednym miejscu. Nie lubię niespodzianek i pewnie dlatego przed wyborem filmu zawsze czytam jego opis.
A w co właściwie wierzę, skoro już ustaliliśmy, że na pewno nie w świętego Mikołaja? Wierzę w dobre zmiany, ale wierzę też, że na drugą szansę zasługuje owszem każdy, ale już od innej osoby. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko przytrafia nam się w jakimś celu. Wierzę w mądrą pomoc oraz to, że wiele gorzkich chwil w dorosłym życiu można byłoby uniknąć, gdyby w dzieciństwie w razie potrzeby posiadało się swojego mentora i pewnie właśnie dlatego jestem obecnie związana z Akademią Przyszłości. I może i wierzę, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety są z Wenus, ale czy ja wiem czy mężczyźni naprawdę kochają zołzy? W końcu najlepiej z niczym nie przesadzać, jeśli akurat nie jest się ogrodnikiem.
Aha i ostatecznie staram się zawsze wierzyć w siebie. Bo nawet jeśli coś nie wyszło raz, drugi, a nawet trzeci, to zawsze jest szansa na to, że za dziewiątym już się uda.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s