Mój cichy przyjaciel

      Trochę o tym dlaczego nie warto się denerwować i jak wysoką cenę można zapłacić za życie w wiecznym stresie.

Odkąd przez długotrwały i silny stres, i poniekąd niezbyt rozsądne nawyki żywieniowe, nabawiłam się paskudnej choroby, zaczęłam powoli zmieniać swoje życie. Od dwóch lat staram się robić wszystko, żeby jak najmniej się denerwować i radykalnie zmieniłam swoją dietę. Nigdy nie odchudzałam się dla samego odchudzania, nie miałam w głowie przede wszystkim tego, aby pewnego dnia stać się jakąś super laską, bo gdzieś tam zawsze bardziej liczyło się wnętrze. Poza tym czarno na białym widziałam, jak bardzo odchudzanie się może zmienić człowieka. I to wcale nie pozytywnie. Oczywiście uśmiecham się za każdym razem, kiedy ktoś mnie nie pozna (chociaż tutaj makijaż też odwala swoją robotę), albo rzuci coś o tym, że schudłam. Jednak nie czułam się gorsza te dziesięć kilogramów temu, a już na pewno nie moja waga była powodem wszystkich problemów.

Zawsze gdzieś tam byłam dość nerwowa, przejawiałam skłonność do zadręczania się nawet drobnostkami, rzadko kiedy bywałam z siebie zadowolona. W międzyczasie podjęłam parę katastrofalnych w skutkach decyzji życiowych, kierując się sercem, zamiast rozumem i to wszystko sprawiło, że dzisiaj cierpię na GERD. Refluks, nazywany jest chorobą społeczną XXI w., a jednak niekoniecznie często mówi się o nim głośno. Wynika z niego bardzo wiele nieprzyjemnych symptomów, czasami nie jest traktowana jak osobna jednostka chorobowa, a jednak jedno jest pewne – nie można tego wyleczyć, trzeba z tym żyć.
Jak tu jednak żyć normalnie bez ulubionego kakao, porannej kawy albo rzodkiewek? Jak pogodzić się z tym, że ulubiona czekolada już niekoniecznie będzie smakowała tak samo, jak kiedyś? Z czasem człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja, a jednak gdzieś z tyłu głowy pozostaje żal i mały chochlik podpowiada, żeby łamać zasady. A zasad jest sporo, bo powyższe to tylko przykłady, ponieważ jeśli chodzi o jedzenie, to zdecydowanie więcej rzeczy nie można, niż można. Poza tym trzymanie się ściśle godzin posiłków, jedzenie 5-6 razy dziennie, unikanie obcisłych ciuchów, no i oczywiście żadnej drzemki poobiedniej, która wymagałaby leżenia (nie żebym kiedykolwiek coś podobnego praktykowała).
Po prawie dwóch latach zmagania się z tym, co mnie boli, praktycznie nauczyłam się swojego organizmu na nowo, a mój żołądek doskonale wie, czego powinien unikać. Owszem, zdarza mi się łamać zasady, bo z natury jestem trochę anarchistką, to jednak wszystko robię obecnie w granicach rozsądku, a większość posiłków przygotowuję na parze. Mam lepsze dni, kiedy widzę, że mogę sobie pozwolić na więcej, są jednak takie, kiedy wiem, że muszę się powstrzymać. Przez większość czasu unikałam leków jak ognia, trzymałam się naturalnych rozwiązań i diety, jednak nie widząc odpowiedniej poprawy, postanowiłam spróbować. Chociaż prawda jest taka, że za ich pomocą można jedynie łagodzić objawy.
Od dłuższego czasu nie miewam żadnej zgagi, nie przypominam sobie kiedy ostatni raz odczułam cofanie się treści żołądkowej, ale cały czas czuję uciążliwe kłucie i nie mogę pozbyć się pustego odbijania. A kiedy już do tego dochodzi nienawidzę siebie i modlę się o chociaż jeden dzień, podczas którego nic mnie nie będzie bolało. Wiem, że są gorsze problemy i choroby na świecie, lecz czy to powinno pocieszać?
Nigdy nie byłam fanką aktywności fizycznej, każdy kilogram, który do tej pory zrzuciłam jest wynikiem diety, jednak mam takie chwile, kiedy chciałabym zacząć. Staram się do wszystkiego dochodzić w naturalny sposób, dlatego nigdy niczego nie próbowałam sobie na siłę narzucać, bo przecież nie każdy musi ulegać modzie na bycie fit. Wiem jednak, że niektóre ćwiczenia mogłyby mi pomóc. Prawda jest jednak taka, że siłowe odpadają, nie powinnam się również schylać. Dlatego raczej nigdy nie zostanę dziewczyną z siłowni.
Reklamy

6 myśli w temacie “Mój cichy przyjaciel”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s