Nic nie dzieje się bez przyczyny

Tak jak niemożliwe nie istnieje, tak samo nic nie dzieje się bez przyczyny. Bóg/los stawia na naszej drodze innych ludzi zawsze z jakiegoś powodu.
Równie mocno, co nie wierzę w predestynację, równie silnie wierzę, że nic nie dzieje się bez powodu. I chociaż niekoniecznie oznacza to, że nasza ścieżka życiowa zapisana jest w gwiazdach, ponieważ takie myślenie byłoby akurat zwyczajną utopią, jednak przeznaczenie nas dosięga – chociaż czasami daje nam do wyboru co najmniej dwie drogi, bo tylko od nas zależy kto zostanie w naszym życiu, a kogo puścimy bez echa. I to jest właśnie ta słynna wolna wola. Dlatego przeznaczenie jak najbardziej można oszukać, tylko pytanie czy warto to robić?

 

 

Raz na jakiś czas, wcale nie tak często, trafiają nam się w życiu osoby, które zmieniają nasz sposób postrzegania rzeczywistości o 180 stopni, innymi słowy wywracają nasz świat do góry nogami. Niejednokrotnie zaczyna się od niewielkiego impulsu do zmiany, nie musi, to być wcale od razu coś ekstra donośnego i z fanfarami. Zazwyczaj czujemy się wtedy tak, jakbyśmy znali tę osobę całe życie, nawet jeśli faktycznie znamy ją od niedawna. I nie chodzi tutaj tylko o zwyczajną chemię, którą można mieć z wieloma osobami napotkanymi na swojej drodze, a o coś znacznie więcej. O tą głębię tam, gdzie nikt nie spodziewał się ją znaleźć. W miejscu i czasie, w którym nikt by jej nie szukał.

 

Czytałam jakiś czas temu, że nie ma nic gorszego niż spotkać odpowiednią osobę w nieodpowiednim czasie. I chociaż z jednej strony coś w tym jest, to z drugiej nic nie stoi na przeszkodzie, aby zmienić swoje myślenie na temat kwestii czasu, jeśli ta osoba rzeczywiście jest odpowiednia. Ostatecznie kto nie chce szuka powodów, kto chce szuka sposobów. Tymczasem na początku roku pisałam o tym czym dla mnie jest prawdziwa miłość, a przy okazji odpowiedziałam na pytanie kim według mnie jest osoba, o którą warto walczyć do samego końca. Oczywiście wciąż uważam, że warto walczyć przede wszystkim o samego siebie, o to, żeby nie zagubić się do reszty w tym wszystkim, co nas otacza. (Dodatkowo tym usilniej próbować się właśnie odnaleźć.) Jednak prawda jest taka, że warto też walczyć o osobę, która bez żadnych zbędnych słów jest dla nas motywacją samą w sobie, która nie robiąc właściwie niczego szczególnego sprawia, że codziennie chcemy być lepszą wersją siebie i od której możemy się uczyć nowych, wartościowych rzeczy, ponieważ pomimo podobieństw, ona tak naprawdę nas uzupełnia.

 

 

Taki ktoś naprawdę głęboko wchodzi pod skórę. Oczywiście będąc zaślepionym lub przyzwyczajonym do swojego uporządkowanego życia bardzo łatwo możemy taką osobę przeoczyć. Zbagatelizować jej znaczenie. Uznać, że przecież jesteśmy sami w sobie produktem gotowym i wcale jej nie potrzebujemy. Czasami też jest tak, że chociaż lęk przed przegraną nie powinien powstrzymywać nas przed samą grą, to skoro nie potrafimy przegrywać, to nawet nie będziemy próbować walczyć. Bo uznamy, że ryzyko jest zbyt wysokie. I może faktycznie jest. I pewnie naprawdę nie warto. Najlepiej pozostać w swojej strefie komfortu. Szach i mat.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s